Starym zwyczajem postanowiliśmy wybrać się ponownie na zimową wędrówkę po bezdrożach. Do ostatniej chwili nie byliśmy pewni jaką trasę obrać. Właściwie każdy kierunek to nieznane tereny. Ostatecznie zdecydowaliśmy się iść na tzw. żywioł, czyli gdzie nas nogi poniosą, a w razie nieprzewidzianych wydarzeń dostosować trasę. Zapraszam do zapoznania się z krótką relacją, zdjęciami z trasy oraz mapą marszu.

W trasę wybraliśmy się mroźnego niedzielnego poranka. Chwilowe porywy wiatru sprawiały, że -7 stopni odczuwało się jak -14, ale humor dopisywał wszystkim bo lepiej mróz niż opady… chociaż odrobina śniegu dla klimatu by nie zaszkodziła.

Jak widać na mapce, znaczna część trasy przebiegała polnymi drogami. Przez co wiatr był miejscami dokuczliwy, ale mimo naszych chęci i ciepłej atmosfery nie zniechęciło do dalszej drogi.

Po pokonaniu 5km postanowiliśmy chwilę odpocząć i posilić się przed drogą powrotną. W miejscu bytowania za rozpalenie ognia posłużyło nam krzesiwo. Materiału na ognisko było sporo, ale nie był on wystarczająco suchy, przez co rozpalanie zajęło nam trochę czasu, za to nie było obawy, że zapali się ściółka i stworzymy jakieś zagrożenie. Po obfitych racjach żywnościowych i 2 godzinnym odpoczynku zgasiliśmy ognisko oraz zostawiliśmy porządek po obozowisku, nie zostawiając po sobie śladów dla przyrody. Ruszyliśmy w drogę powrotną…

Cała wycieczka zajęła nam 5 godzin, z czego 180 minut marszu w obie strony i 2h przy ognisku.

Uczestnicy:
Kaly, Koszyk, Piotrek, Damian, Krasnal.